Pilica

PILICA, PILICA,
PIĘKNA OKOLICA

Od 28.07 - 5.08 2001 spływaliśmy wakacyjnie rzeką Pilicą z Maluszyna do Inowłodza. Z obowiązku kronikarza i komandora, dla potomnych przytaczam.
Osady:
  1. Ja z Zuzią i Domi - C2 My, pierwsza brygada
  2. Aśka i Iga - K2 jadą, jadą misie...trala,lala, la
  3. Ula Ulcia ;), Cinek Cinek;) - po K1
  4. Christiane, Błażej - K2 Tu Christiane dżemie z Jarkiem Z. Błażej nie spał, tylko pływał! Dlatego rozsadziliśmy Jarka z Christiane.
  5. Piotr, Magda* - K2
  6. Iza i Jasiu - K2
  7. Dorota i Ziemek - K2
  8. Sopel, Zaleś - K2
  9. Jurek z Ambrem i Bożeną - K2
  10. Raf Wierzba i Ania - C2
  11. Włodek z Kaśką gościnnie jako składak.* - S2
  12. Panowie Młodzi (Michał i Kamil)* - S2
  13. Anka i Krzysiek ** - C2

* - obóz przeciwny (bratni)
** - od czwartego etapu
Było nas nas DUŻO. Do żywienia ogniskowego przystąpiło około 18 osób.
Oj, działo się działo :)

27.07.01 piątek. Dzień zerowy
Jechaliśmy na spływ, gnani przez telefony komórkowe dzwoniące do nas w kwestii czy to aby dobry pomysł z wypływaniem na Pilicę, gdyż leje tam od miesiąca i stany alarmowe są przekroczone. W dodatku Czarna która wpływa do Pilicy z Gór Świętokrzyskich podtopiła kilka miejscowości. Jadąc do Sulejowa spychaliśmy zderzakami ten wał chmur na wschód. Późnawo już było gdy dotarliśmy do Sulejowa, ale na szczęście załatwiliśmy domek campingowy. Gdy weszliśmy do środka to dzieci się popłakały bo taki był jego stan - późny Gierek. Sporo nas kosztowało zanim doprowadziliśmy go do zamieszkalności. Przed 24 dojechali Ziemek z Dorotą.


28.07.01 sobota. Dzień 1. Maluszyn (236.5) - Sudzinek (230), 6.5 km
Startujemy pod mostem w Maluszynie.Ranek słoneczny. Przyjechały Wierzby, potem Zalesie, Bożena z Jurkiem i Ambrem. Dzięki panu Mirosławowi Ratajskiemu udało nam się załatwić transport kajaków do Maluszyna i transport spływowych, bowiem cząść spływowych z północy i z zachodu dojechałą do Sulejowa nad ranem. Reszta, ci z południa Bieszczadnicy i Krakusy i niedobitki z Poznania, mieli czekać w Maluszynie. Samochody zostawiliśmy na "strzeżonym parkingu" w Sulejowie, chcąc zupełnie o nich zapomnieć. W Sulejowie od rana zasuwanko z dobieraniem sprzętu, pakowaniem. No, w końcu kajaki załadowane, a przed nami stoi autobus Mercedes, który zawiezie nas do Maluszyna - miód, malyna:) Maluszyn, na wysokim brzegu leży, malowniczy jest. Trudno tu pod most zajechać ale kierowcy dali radę. Przywitanie z rzeką. Wbrew pozorom nie była jakaś wybitnie wielka, ale prąd szybki i widać, że powyżej swojego normalnego poziomu. Dziwne, że woda przeźroczysta, bez mułu tylko z z rozpuszczonym humusem przybiera kolor cieńkiej herbatki. Po uroczystym rozpoczęciu (Iga odpaliła petardunię i strzeliła z pistolecika ruszyliśmy na szlak Pilicy. Planowałem, że dziennie powinniśmy robić około 20 km, co dałoby nam jeden dzień luźny w naszej 7 dniowej "wyprawie". Pierwszy dzień na rzece zasiał nieco zamętu w planach, gdyż Pilica okazała się wymagającą, i przy tej wodzie zdarzały się wywrotki. Liczne meandry były poprzecinane skrótami, a główny nurt kierował mniej doświadczone osady w drzewa i krzewy. Biwakujemy na prawym wysokim brzegu na podciętym zakolu

29.07.01 niedziela. Dzień 2. Sudzinek (230) - Gęsiarnia (217), 13 km.
takie piękne biwaki byłySprawa wożenia śmieci została rozwiązana. Wywrotki opóźniały tempo płynięcia, szczególnie wykwintne były kabiny młodych Michała i Kamila, oraz Jarka z Christiane. Wymagały one dłuższych akcji bowiem ratowanie sprzetu i ludzi było uciążliwe ze względu na to, że nie sposób było stanąć na dnie, a najbliższy stały brzeg był o wiele kilometrów od nas. Tak, tak... rozlewiska zaczęły się jak tylko minęliśmy wysoki brzeg Maluszyna. Czasami mieliśmy wrażenie, że pokonujemy jakaś wielką rzekę syberyjską...szerokie zalane słońcem i wodą poldery, nocami koncerty żab, mnóstwo ptactwa zwłaszcza bocianów, dzikie biwaki na wysokich brzegach (nawet te niewiele wystające nad wodę musiały być "przed potopem" wysokie). Nie obawialiśmy się leśników bo często zajęty przez nas ląd okazywał się wyspą.Przepiękny biwak w Gęsiarni, do którego namawia nas kabina Izy z Jasiem i długie gonienie sprzętu. Miejsce jest na, jak się wydaje, regularnym polu biwakowym, jednak dwa samochody wyjeżdżają i zostajemy sami. Wszyscy robią landszaftowe zdjęcia, bo widok jest ach...

30.07.01 poniedziałek. Dzień 3. Gęsiarnia (217) - Będzyń (190), 27 km
za Przedborzem Pilica jest już wielką rzeką bokiem przepłwany przylany mostek (8kB) Nadrabiamy straty. Długi etap. Pod malowniczymi mostkami-kładkami raczej nie dało się przepływać, ale za to bokiem, albo górą owszem, czemu nie. Piotr z Magdą "gubią" się bo popłynęli skrótem, a my jeszcze pokąpaliśmy się czekając na nich i w końcu popłyneliśmy, bo słusznie domniemaliśmy, że są już przed nami. W istocie byli, stali na wysokiej podmytej skarpie i z góry robili nam zdjęcia. Taki rozlany charakter, z wieloma starorzeczami, rzeka miała do Przedborza, za którym Pilica robi się szeroka z dobrze określonym korytem mieszczącym mnóstwo wody. Na wodowskazie w Przedborzu było 425. W Przedborzu zakupy, zwiedzanie. Szukamy biwaku. Okazuje się, że dzwoni Anka, kumpela Włodka, że jest gdzieś w pobliżu i chce się podłączyć do spływu... Nas i tak jest za dużo jak na spływ... hmmm... cóż począć. W końcu wszyscy już są nieźle zdygani bo coś nie możemy nic odpowiedniego znaleźć na biwak. I oto na wysokości Będzynia, na lewym brzegu, znowu na wysokiej łące, znajdujemy miłe miejsce z różnem i paleniskiem. Krasnale??? Rozgrywam z młodymi mecz piłkarski (wygrywam, a co? Wątpliwości?!) Dzidziusie wariują W tajemniczych (!) okolicznościach tonie piwo Piotra. Po kilku telefonach pojawia się Anka z Krzyśkiem, mają kanadę na której nie potrafią pływać...hmmm (double hmmm). Okazuje się że znamy się skądś z tą Anką, ale skąd? :|

31.07.01 wtorek. Dzień 4. Będzyń (190) - za Trzema Morgami (174), 16 km
topienie KamilaRano Anka się gdzieś zgubiła, więc nie czekając na nią płyniemy dalej. Rzeka jest szeroka, skończyły się kabiny. Po drodze radosne kąpanie. W połowie etapu w Placówce dobijamy do przybrzeżnego gospodarstwa. Musimy zrobić zakupy, a w pobliżu nigdzie nie ma miejscowości ze sklepem. W Placówce też nie ma. Ekipa pod dowództwem Aśki idzie po zakupy do Łęgu Ręczyńskiego. Dopływają Anka z Krzyśkiem... rety jak oni wiosłują na tej kanadzie, cud że jeszcze nie mieli wywrotki. Aż do zalewu Sulejowskiego codziennie wody przybywało na palec (środkowy);). Ekipa wraca i płyniemy aż do Trzech Morg gdzie jest cudaczny mostek dzieło miejscowych inżynierów. Konstrukcja linowo- filarowo- dykciana. Napis na drzewie w środku rozległej cofki głosi "teren prywatny, zakaz biwakowania"... nie mamy zamiaru - za głęboko ;). Biwakujemy za to w pięknym lesie na polance, która okazuje się wyspą. W nocy pierwsza zlewa, burza z huraganikiem, ale ogniska nie zalało

1.08.01 środa. Dzień 5. Za Trzema Morgami (174) - "Zlew" Sulejowski (154), 20 km
Dzidzia na wodzie powinna wyglądać tak.Po tej uroczej dziczy Sulejów i zalew jawi nam się jako okolice wzmożonego syfu (nie licząc pięknego opactwa na prawym brzegu). Wpływamy tam przy silnym mordewindzie. Okazuje się, że o samochodach nie sposób zapomnieć. Piotrowi wybili szybę w samochodzie na tym płatnym parkingu.Jeszcze tego samego dnia wypływamy dalej na Zalew. Zuzia bardzo płacze, bo zobaczyła nasz samochód i tęskni do niego. Dwa latka to jednak za malutko na spływ. Czasami trudno ją przekonać, więc płyniemy przy wyciu wiatru i Zuzi, aż do momentu kiedy wyczerpana Bzubzu zasypia. Wiatr lekko ustaje, ale za to na Zalewie trafiamy na falę. Rozbijamy się na prawym brzegu na pierwszych miło wyglądających leśnych polankach. Impreza trwa do późnej nocy, ja idę spać wcześniej.

2.08.01 czwartek. Dzień 6. Początek Zalewu (154) - koniec Zalewu, Smardzewice (138), 16 km
Rano budzi mnie policja. Są gburowaci, drą ryje gdy wszyscy śpią. Eskalacja "grzeczności". Twierdzę, że jeśli im zależy na porządku to dlaczego na tym biwaku był syf, który uprzątneliśmy i dlaczego nie zadbali żeby nam szyby nie wybili w Sulejowie i niech lepiej łapią bandytów zamiast dręczyć bogu ducha winnych kajakarzy, a poza tym złapał nas na Zalewie silny wiatr i fala i miałem obowiązek zabiwakować. To ich rozsierdza, w dodatku znajdują palenisko i dwie puszki po piwie - to z kolei mnie rozsierdza. Ciekawe kto siedział ostatni przy ognisku?! Zgarniają mnie do Sulejowa bo nie mają przy sobie baloników do dmuchania i bloczków mandatowych! Po drodze jeszcze wymieniamy poglądy. Karzą mnie mandatem 20 zł (słownie dwadzieścia) - coż, jedyny płatny biwak na Pilicy i jaki tani. Odwożą mnie spowrotem. Spływowi są ciekawi co zaszło i dlaczego Komandor wkurzony. Po śniadaniu szukam winnych...niemiło się robi... karne wachty, kwasy
za tamą Asuańską, łabądkiPotem płyniemy cały dzień po "Zlewie Sulejowskim". Na wodzie pojawiły się liczne glony czy ich części, ale mimo to nie możemy wytrzymać bez kąpieli w tej zupie. Zmęczeni dopływamy do prawego końca "Tamy Asuańskiej" w Smardzewicach. Okazuje się, że do przeniesienia jest ponad 500 m. Próbuję załatwić przewózkę, a jednocześnie kombinuję jakby tu zabiwakować, chociaż idea noclegu nad Zalewem wcale mi się nie podoba. W końcu cudem udaje się załatwić przewózkę busem ekipy remontowej pracującej w elektrowni wodnej (pomysł Ziemka). Tama naprawdę jest wielka i robi wrażenie. Otwartymi grodziami wali wielka woda. Przewozimy się na trzy razy. Za zaporą decyduję się na biwak jakieś 100m od progu czy szyny idącej przez całą szerokość koryta. Za tą szyną odwój wygląda nieciekawie.

3.08.01 piątek. Dzień 7. Smardzewice (138) - przed Spałą (123), 15 km
Zuzia przebudzonaNazajutrz zaczynamy poniżej tej przeszkody. Rzeką płynie mnóstwo piany ubitej przez spadającą wodę. Przed Tomaszowem piany już nie ma. Przy dwustopniowej przeniosce zwiedzamy rezerwat Niebieskie źródła, które są raczej zielone :). Dalej mamy postój w Tomaszowie na plaży miejskiej, skąd udajemy się na zakupy. Miejscowi przestrzegają przed jakimiś progami pod mostami drogowym i kolejowym, ale woda wszystko zakrywa.Ci z kanady już sobie nieźle radzą. Biwakujemy przed Spałą na prawym wysokim brzegu, zaraz jak się zaczyna Las Spalski. To już ostatni piękny biwak, u dołu zalana łąka, wyżej las w którym gościmy. Zuzia zasypia na wodzie i wynosimy ją śpiącą w kanadzie na brzeg. Dzidziuś jest lekko zdezoriantowany po przebudzeniu. Jutro ostatni etap, krótki wiodący przez słynne Lasy Spalskie.

4.08.01 sobota. Dzień 8. Przed Spałą (138) - Teofilów k/Inowłodza (123), 9km
gdzieś na Pilicy Rzeka szeroka. Jak na taką wielką rzekę to rzadkość, żeby dwa brzegi były zalesione. Po 9 km w Teofilowie (jakieś 3km do Inowłodza) biwakujemy na łące na na której będzie Bal Komandorski. Przyjeżdża transport, ładujemy kajaki, jedziemy z kajakami po zapomniane samochody do Sulejowa. Bierzemy .... taaak, grille, mięcho, "ankohole"...pełna rozpusta. Zajeżdzamy do Teofilowa i przygotowujemy bal. Oczywiście jak to na Kapitańskim lunęło porządnie, ale bynajmniej ducha nam nie zgasiło i impreza odrodziła się jak feniks z błota...ojjjjj było, było.

Rankiem niedzielnym powolutku zwijaliśmy biwaczek, bo spływ jest spływ, a live is live. Dziwne, że nikt nie chce puszek piwa VIP, które się ostały. Żegnam się z dobrą rzeką Pilicą. Dziękuję Dorocie i Ziemkowi, którzy zawieźli te grille do Sulejowa. A wieczorem wszyscy juz byli w domach. I wspominamy tę Pilicę, choć plaż piaszczystych było skromnie, a wody wzbierały na palec ...

Jaką rzeką jest Pilica wg. innych? Zobaczcie sami:
Sopla fotoreportaż z Pilicy
Pochwała Pilicy na stronie Jerzego Kubrychta
Więcej o regionie na stronie NADPILICZE Zdzisława Dziubeckiego.


spływ do strony kajakowej